sobota, 20 sierpnia 2016

Leśna Polana Odcinek 7

... w którym na Leśną Polanę zaczyna sobie ostrzyć zęby ktoś jeszcze. Pospiesz się, Majka!



Wiktor obudził się jak zwykle z samego rana. Puścił sygnał do braci, że już wstał i bierze się do pracy. Miał na oku pewną kamienicę w Krakowie i pałac, tutaj, w samym sercu Warszawy. Dlaczego nikt się tymi dwiema perełkami do tej pory nie zainteresował – nie miał pojęcia, ale się dowie.
Studiował uważnie dostępne na stronie Urzędu Miasta dokumenty i historię pałacu na Miodowej, gdy jako pierwszy wpadł do jego apartamentu Patryk.
- Cześć, bracie, masz coś dla mnie?
Tak jak Marcin lubił imprezować, Patryk kochał pracę. Rozwiązywanie szczególnie trudnych i zawiłych problemów prawnych sprawiało mu prawdziwą frajdę. Wiktor posłał mu uśmiech.
- Mam. Chodź i zobacz, jakie cudeńko.
Obaj pochylili się nad laptopem, oglądając pałac wystawiony na sprzedaż, za – bagatela – dwadzieścia milionów.
- Nawet jak Marcin starguje do piętnastu, drugie tyle trzeba będzie włożyć w remont i...? – Patryk zawiesił głos.
- I będziemy mieć pałac w Warszawie! – Wiktor klepnął go w plecy i roześmiał się serdecznie, widząc minę brata. – Pamiętasz tę pierwszą norę, w której zamieszkaliśmy po ucieczce?
Patryk kiwnął głową. Żadnej z nich nigdy jej nie zapomni, choć Wiktor zrównał ją z ziemią.
- A dzisiaj bracia Prado mogą sobie kupić pałac i mieszkać w pałacu na warszawskiej Starówce. Nie cieszy cię to?
- Wiesz, Wiktor... – zaczął Patryk, uważnie dobierając słowa – gdybyś robił to dla siebie, bardzo by mnie to cieszyło. Naprawdę. Ale ty robisz to na przekór  j e m u.
Uśmiech znikł. Czarne oczy, jeszcze przed chwilą błyszczące prawdziwą radością, zwęziły się lekko.
- Potępiasz mnie za to? – zapytał młodszego brata obcym, zimnym tonem.
- Nie! Skąd! Źle mnie zrozumiałeś! Życzę mu jeszcze gorzej, niż ty, bo ty przynajmniej raz mu oddałeś, ale chciałbym, byś ty, ty sam – dźgnął go w mostek - sprawiał radość sobie. Korzystał z życia, na które ciężko zapracowałeś, wydawał pieniądze, które ciężko zarobiłeś, kupował jachty, wille i pałace, żeby cieszyć siebie, a nie wkurzać jego. Rozumiesz?

piątek, 5 sierpnia 2016

Leśna Polana Odcinek 6...


...w którym wracamy do początku najpiękniejszej miłości.

Majka obudziła się z takim bólem głowy, jakby ją ktoś porządnie w nią zdzielił i może nawet tak było, bo krzywiąc się i zaciskając powieki od słońca świecącego prosto w oczy, wymacała na potylicy guza. Następnym po bólu wrażeniem, jakie dotarło do jej otępiałego umysłu był smród. Cały pokój – i ona sama – śmierdziały alkoholem, męskim potem i spermą. Zakrztusiła się własnym oddechem, spojrzała w bok i usiadła, zatykając usta dłonią, by nie zwymiotować. Na hotelowym łóżku spał rozwalony na wznak obleśny, otyły, zarośnięty jak zwierzę facet po pięćdziesiątce, z wielkim brzuszyskiem i małym nic między nogami.
- Jezu – sapnęła, poderwała się i rzuciła do łazienki. W ostatniej chwili zdążyła się pochylić nad ubikacją.
Wymiotowała tak strasznie i tak długo, jakby żołądek chciał się wynicować na drugą stronę. Podniosła się w końcu z kolan, na miękkich nogach podeszła do umywalki, by opłukać twarz zimną wodą, spojrzała mimowolnie w lustro i... zamarła. Patrzyły na nią półprzytomne, przekrwione, okolone rozmazanym makijażem oczy starej, zmęczonej życiem, przechodzonej dziwki. Tylko, że dziwka brała przynajmniej za takie upodlenie pieniądze. Ona, Majka, robiła to za friko.
- Coś ty z siebie zrobiła? – wyszeptała, przerażona.
Nie pamiętała, jak znalazła się w tym hotelu, jak, z kim i kiedy wyszła z klubu. Miała nadzieję, że tylko z tym obleśniakiem. Że nie zaliczyli jej jeszcze jego kumple...
Boże jedyny, jak nisko upadła...
Raz jeszcze spojrzała sobie prosto w oczy, wypełniające się powoli łzami.
- Kończysz z tym, idziesz na terapię, albo... kończysz ze sobą.
Odwróciła twarz z odrazą. Weszła pod prysznic i szorowała ciało do bólu dotąd, aż nie czuła już smrodu tamtego faceta. Wróciła do pokoju. Jej śliczna włoska sukienka wyglądała jak psu z gardła wyjęta. Paseczki podtrzymujące ją na ramionach były pęknięte i śmierdziała, jak cały pokój, ale Majka nie miała się w co przebrać. Znalazła bolerko, dziękując Bogu, że je zabrała, nałożyła szpilki, których jeden obcas był złamany, wyciągnęła spod łóżka torebkę, sprawdzając, czy portfel i telefon są na miejscu, po czym wymknęła się z pokoju niczym złodziej, by przypadkiem nie obudzić tego faceta.

środa, 27 lipca 2016

Mały przerwynik, żeby się łatwiej czekało...

Bardzo często w wywiadach pada pytanie o moje inspiracje. Są najróżniejsze. Będzie o tym specjalny filmik, a teraz pokażę Wam, co mi się rzuciło w oczy (i uszy) po poprzednim odcinku Leśnej Polany, gdy Marcin z Majką polują na siebie w klubie. :)

Właściwie szukałam samej piosenki, bo usłyszałam ją gdzieś w radiu i "chodziła" za mną, a trafiłam na ten teledysk. Łaaał... co za facet... Już wiem, kogo będę miała przed oczami opisując Marcina. :)))

Wiem, wiem, że to Bollywood i w ogóle kicz i jak Ta Michalak może coś takiego oglądać, a co gorsza pokazywać na blogu, ale wiecie co? Jest tyle tragedii wokół, ja sama przeżyłam ostatnio tak ciężkie chwile, że mam ochotę popatrzeć na pięknych, uśmiechniętych i wspaniale tańczących ludzi i posłuchać muzyki z lat młodości.

A tak nota bene: chcę spełnić jedno z moich marzeń, które już skreśliłam - idę do szkoły tańca.
Howgh!


Przyznacie, że fajne? :))))

piątek, 22 lipca 2016

Leśna Polana Odcinek 5...

...  w którym dwóch braci spotyka dwie przyjaciółki, ale jeszcze na wszystko za wcześnie, jeszcze nie nadszedł ten czas.
  
Majka stanęła w drzwiach klubu, omiatana pełnymi podziwu spojrzeniami ochroniarzy. Wyglądała olśniewająco i miała tego całkowitą świadomość. Na dzisiejszy wieczór wybrała włoską sukienkę ze złotych cekinów, która lśniła na jej zgrabnym ciele jak rybia łuska, lekko przed kolana odsłaniała wystarczająco dużo długich, szczupłych, opalonych nóg. Włosy podpięła wysoko, odsłaniając piękną twarz, podkreśloną makijażem z drobinkami złota. I taka właśnie, lśniąca wewnętrznym i zewnętrznym blaskiem stała przez chwilę w drzwiach, omiatając salę pełną ludzi leniwym, ale uważnym spojrzeniem i pozwalając, by oni dokładnie się jej przyjrzeli. Może „przyjrzeli” to nieco za słabe słowo, bardziej adekwatne byłoby „pożarli”. Kobiety wzrokiem pełnym zawiści, mężczyźni – pożądania.
No, wystarczy tego przedstawienia, czas na rozpoczęcie polowania.
Przeszła swobodnym, niemal tanecznym krokiem, mimo wysokich obcasów w róg sali, gdzie stały stoliki, usiadła przy tym najbardziej oddalonym od tłumu i już spokojnie zaczęła przyglądać się każdemu z mężczyzn. Po kolei. Wybierając swoją ofiarę. Bo to ona była łowczynią. Nie pozwalała się poderwać pierwszemu lepszemu, tylko namierzała cel i bez względu na to, czy był sam, czy z towarzyszką, jeśli tylko Majka chciała, wychodził z nią. 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Leśna Polana Odcinek 4...

...w którym sielankowy nastrój powoli pryska.



Julka wpadła w ciemne wnętrze starej, obdrapanej kamienicy i pomknęła po schodach na górę, jakby nagle dostała skrzydeł. Bo tak się właśnie czuła. Jakby ktoś uchylił drzwi klatki, w której była zamknięta od niepamiętnych czasów. Chyba od zawsze. Od kiedy rodzice, których nigdy nie odnalazła, oddali ją do bidula. Boże, jak pragnęła poczuć to, co czują kochające i kochane dzieci: czuły dotyk dłoni matki, głos ojca, czytający bajki na dobranoc… Matki szukała w opiekunkach, potem odnalazła jej namiastkę w Gabrysi i Majce. Ojca zaś… Właśnie namiastka ojca otwierała drzwi, mierzyła Julę przekrwionymi, płonącymi wściekłością oczami i cedziła przez zęby:
- Gdzie byłaś, szmato? Wydzwaniam do ciebie przez całe popołudnie…
Julka skuliła ramiona.
Dobrze, że Majka nie słyszy tego „szmato” – przemknęło jej przez myśl. Właśnie dlatego jej przyjaciółki nie poznały do tej pory Tomasza Łosko. Majka, widząc, jak chwyta Julię za ramię tak silnie, że ona tłumi jęk, chyba wgryzłaby mu się w gardło…
Szarpnął ją za sobą do korytarza, zatrzasnął drzwi i przekręcił klucz w zamku. Gdy odwracał się do Julii z powrotem, skuliła się jeszcze bardziej. Był podpity. Nie schlany, bo znalazłaby go rozwalonego na wersalce, a podpity. I w takim stanie bywał brutalny. Zrobił krok w jej kierunku. Cofnęła się odruchowo. Oparła plecami o ścianę.
Muszę uciekać! Nie jestem sama! Dziewczyny na mnie czekają! – krzyczał jej umysł, ale ciało nie chciało usłuchać.
Ponownie chwycił ją za ramię.
- Powiesz swoim przyjaciółeczkom, żeby spierdalały – wywarczał, ciągnąc nieopierającą się dziewczynę w stronę okna. Kiwnęła szybko głową. – A potem… potem porozmawiamy inaczej…
Otwierała okno drżącymi rękami, z trudem powstrzymując łzy. Wolność była tak blisko. Tam, na ulicy. W czerwonej, sportowej maździe…
- Nie czekajcie na mnie! – krzyknęła do Majki. – Spakuję się i… - Nie zdążyła ugryźć się w język. – Jedźcie już! Do zobaczenia! – dokończyła łamiącym się głosem.
- Jesteś pewna? – Majka przyglądała się wychylonej przez okno Julii, nieprzekonana.
Wiele razy odwoziła ją pod dom któregoś z Misiów-Pysiów i wracała do siebie, ale tego wieczoru nie chciała tego robić. Coś szeptało jej w duszy, nie szeptało, krzyczało!, że powinna zabrać Julię teraz, natychmiast, ale skoro ta powtarza po raz trzeci, że sobie tego nie życzy…
Okno na piętrze zamknęło się z trzaskiem.
Majka spojrzała na przyjaciółkę.
- Jedziemy?
- A co innego możemy zrobić. Wygląda na to, że Julia wybrała…
I mówisz to tak spokojnie ty, Gabrielo Leszeńska, która też kiedyś dokonałaś kiepskiego wyboru?